czwartek

Autor:    , Gatunek: Proza, Dodano: 30 listopada 2017, 14:23:01, Tagi:  zielona herbata

 

 

 

 

 

 

 

 

Minuta do końca. Codziennie, o czwartej, rozkładam zieloną flizelinę na beżowej kozetce, i w półmroku rozedrganym jak ćma wątłej żarówki, żarówki z kloszem pomarańczowym jak bąbel, przewracam elektroniczne strony Czarodziejskiej Góry. Minuta minęła, więc alarm upierdliwie świergotliwy podnosi elektryczna maszynka, z którą łączy mnie dwużyłowy przewód. Pielęgniarka biegnie jak poparzona, by ściszyć ten męczący sygnał, następnie demumifikuje moje kolano, odłącza te wszystkie bzdety, elektrody, i znika za kotarą siódmej kabiny. Zakładam spodnie, odbieram świstek, długim korytarzem przechodzę do kolejnej sali. Doktor, z wódką w nazwisku, z fizys wąsatego retro-atlety, zadaje mi następne ćwiczenia. W pierwszych dniach zdawał się szorstki, nieobecny, obecny tylko ciałem, dziwnie zdyscyplinowany w tej nieobecności, lecz przedwczoraj niespodziewanie się otworzył, a nawet zwierzył z tego, że od śmierci żony, nie był na nartach ani razu. Ta prosta informacja, o przykrej i skomplikowanej treści, pozwoliła mi na niego spojrzeć od nowa, zamalować kiepski portret, który powiesiłem w komnacie pierwszych wrażeń. Od kiedy myślę o nim z rosnącą sympatią, skierował na mnie większą uwagę, i w wyższym stopniu stał się obecny w czasie zajęć. Świadomie, z rozmysłem okazuję mu szacunek, w każdej nadarzającej się chwili, by nie miał cienia wątpliwości, że to, co robi dla mnie, jest świetne. Rutyna usypia. Po moich indywidualnych zajęciach, przychodzi grupa, w której ćwiczy wysoka, drobna brunetka. Jak miło popatrzeć na kobietę, która pozwala mówić ciału. Gdy mijamy się w przejściu, uśmiecha się do mnie zalotnie błyszczącym okiem. Te fioletowe legginsy, doskonale leżą na jej szczupłych pośladkach. Ostatnio fantazjowałem, że znikam z nią, gdzieś na końcu korytarza, w jednej z pustych sal, i kładę ją na tym łóżku (z dziurką) do masażu, że te jej długie nogi uwalniam od legginsów, uwalniam całą od opresji bielizny, i łapczywie pożeram jak pies watę cukrową, która wypadła omdlałej dłoni na rozpędzonej karuzeli, dwa palce poniżej pępka. Czuję, że śmiało mogłaby w to wejść. Jednak nie próbuję, nie kombinuję, nie drażnię. Ostatecznie moja kobieta, także wygląda fantastycznie w legginsach, a ja wolę być wobec niej w porządku. A kiedyś mógłbym postąpić inaczej. Kiedyś byłem psem. Teraz wilkiem jestem! Z ranną łapką dorzuca kot, szukając czegoś w mojej twarzy smoczymi oczami. Teraz, razem i jednocześnie, kierujemy spojrzenia w stronę pola. Widzimy jak śnieży. Znikamy w bieli.
 
|

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (4)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się